Przygoda z odzieżą używaną
Przygodę ze szmateksami zaczęli... Zachodni studenci, hippisi, punkowcy i heavymetalowcy już 40 lat temu. Używana odzież sprzedawana była na wagę, przeważnie w garażach. Stąd nazwa największej, niemieckiej sieci tego rodzaju sklepów - Garage. Z punktów handlowych dla ubogich awansowały do grona popularnych miejsc, z ekskluzywną odzieżą, w których ubierają się ludzie showbiznesu.
Przemysł "ciucholandowy" to ponad 100 tys. ludzi zrzeszonych, m.in. w Krajowej Izbie Gospodarczej Tekstylnych Surowców Wtórnych. Wpłacają rocznie ponad miliard złotych z tytułu podatku dochodowego, podatku od nieruchomości i składek ZUS. Z rosnącego importu i wpływów z podatków m.in. dochodowego widać, że handel odzieżą używaną jest również opłacalny dla przedsiębiorców, którzy wziąż otwierają nowe punkty.
Najważniejsza w tym biznesie jest lokalizacja w centrum osiedla i możliwie najtańszy w wynajmie lokal z pozwoleniami sanitarnymi i przeciwpożarowymi. Gdy założymy firmę w gminie i zgłosimy się w ZUS-ie oraz Urzędzie Skarbowym można zacząć urządzać sklep. Będą potrzebne wieszaki, lustra i kotary do przymierzalni, kosze, oświetlenie, biurko (lada) pod wagę i kasę fiskalną. Pozostaje nawiązać kontakt z hurtownia (wystarczy przejrzeć ogłoszenia w internecie), przygotować atrakcyjny cennik i...
Nowatorskim pomysłem jest założenie internetowego ciucholandu. Trzeba wykupić domenę, zaprojektować stronę, mieć magazyn i samochód dostawczy oraz siły na 16-godzinny dzień pracy.
Komentarze
Brak komentarzy